Dzisiaj mieszkańcy są bardziej otwarci, ale też bardziej wymagający

Bez wielkich zmian urbanizacyjnych, jakie nas czekają, miasto nie będzie w stanie funkcjonować we współczesnym świecie – Edward Lasok, Prezydent Mysłowic.

 


 150323prezydentedwardlasok01_1152

 

Rozmowa z Edwardem Lasokiem, Prezydentem Mysłowic, nominowanym do tytułu Samorządowiec 25-lecia w ogólnopolskim Programie Przyjazna Gmina 2015

 
25 lat mysłowickiego samorządu. Czas zmian i oczekiwań, emocji i nadziei, szans i możliwości. Czas odradzania polskiej samorządności, lokalnej demokracji, upodmiotowienia, ale też odważnych projektów przeobrażeń miasta - śmiałych pomysłem i konsekwentnych realizacją. W większości urzeczywistnionych. I nowe wizje rozwoju miasta z ciągłym szukaniem odpowiedzi na pytanie, jak lepiej, mądrzej poukładać ten nasz własny kawałek świata?


Zaczynał Pan w samorządzie równolegle z reformą samorządową.

Tak. W 1990 roku, kiedy wyszła ustawa, która dawała podstawy do przeobrażeń administracji publicznej i odrodzenia polskiej samorządności.

Co skłoniło Pana do takiej decyzji?

Poszedłem z sąsiadem na zebranie w Kosztowach, gdzie odbywało się spotkanie z mieszkańcami, którzy zamierzali startować w wyborach do nowego samorządu. I tam zgłoszono moją kandydaturę. To było spontaniczne zebranie. Oceniono, że jestem dobrym kandydatem. I tak trafiłem na listę wyborczą.

Czym Pan przekonał mieszkańców do siebie?

Moje nazwisko znane było w południowej dzielnicy Mysłowic. Głównie dzięki działalności mojego ojca, który – oprócz pracy zawodowej w spółdzielczości - był społecznikiem, pomagał ludziom. Władał biegle kilkoma językami. Ponieważ w Mysłowicach jest kilka spokrewnionych linii Lasoków – na przykład – kosztowska i brzęczkowicka, mnie zawsze pytano, z której linii jesteś.

Co wyborcy chcieli wiedzieć?

Przede wszystkim, jak będę godził obowiązki zawodowe z działalnością radnego i czym chciałbym się w Radzie Miasta zajmować. I na podstawie tych spostrzeżeń ludzie doszli do wniosku, że można mi zaufać.

Wcześniej miał Pan kontakty z radami narodowymi.

Nie, nie uczestniczyłem w tego typu życiu publicznym. Wszedłem w całkowicie nowe otoczenie po 1989 roku.

Pierwsze posiedzenie.

Zaprzysiężenie. Potem zostałem wybrany na szefa komisji gospodarki komunalnej. Moja komisja zbierała się wówczas w wolne soboty, żeby nikogo nie odrywać od pracy. Spotykaliśmy się i omawialiśmy wszystko, co chcieliśmy w naszym mieście zrobić.

A dzisiaj w sobotę…

… jest to praktycznie nie do pomyślenia. Zostałem też jednym z trzech delegatów do pierwszego sejmiku woj. katowickiego, obok Leszka Nawrockiego i Jacka Stankowskiego. W trójkę reprezentowaliśmy Mysłowice. Później wybrano mnie do zarządu miasta. Roboty mieliśmy tyle, że posiedzenia zarządu trwały po kilkanaście godzin, nieraz do późnej nocy.

Za co Pan odpowiadał?

Zawsze byłem związany z gospodarką komunalną i budżetem. Te dwie sprawy mnie najbardziej interesowały. One mocno się ze sobą łączą. Wówczas około 25 proc. budżetu Mysłowic przeznaczano na gospodarkę komunalną. To były duże pieniądze. Dziś można o takim procencie tylko pomarzyć.

Decyzje dyktowały opóźnienia?

Wiele tematów gospodarczych należało nadgonić, także w sferze infrastruktury komunalnej. Ale nie było wtedy kłótni politycznych. Owszem, był czas na spory, ale gospodarcze. Żeby samorząd się rozwijał, musi cały czas myśleć o polityce miasta i gospodarce. Duża polityka powinna być na wyższych szczeblach samorządowych i w Sejmie. To polityka, która powinna kreować rozwój regionu i kraju.

Początki?

Były trudne. Rozpoczęliśmy od budowania wszystkiego na nowo, od podstaw. Tworzyliśmy statuty, regulaminy, struktury, powstała m. in. instytucja sekretarza i skarbnika miasta, czego wcześniej nie było.

Zaskoczyło coś Pana w mieście na plus albo minus?

Nie, nie było takiej sytuacji, a właściwie w ogóle się nad tym nie zastanawiałem. Ale wówczas wszystko działało na innych zasadach. Gross rzeczy i działań, które później miasto przejmowało na swoje barki, finansowały duże zakłady pracy. A mieliśmy potężne przedsiębiorstwa – kopalnie Mysłowice i Wesoła, Energomontaż, Porcelanę, Dehak, Transgór i wiele innych. One wspierały miasto. Kiedy równolegle z Polską samorządową przyszła gospodarka rynkowa i konkurencja, siłą rzeczy zakłady pozbywały się zbędnego majątku, szukały możliwości przetrwania. Zaczęły się trudne lata dla wielu przedsiębiorstw.

Stara Polska odchodziła w niebyt z cieniem PRL pod rękę.

Rynek wymusił zmiany. Firmy, które działały prężnie w gospodarce centralnie kierowanej, nagle zaczęły słabnąć, nie mogły sobie z nowym poradzić.

Projektowało to bezrobociem i trudnościami z przejmowaniem majątku państwowego.

Te problemy samorząd odczuwa do dzisiaj. Mamy bezrobocie i strefy biedy, choć nie są one tak drastyczne, jak w wielu innych śląskich gminach. To brzydsza część twarzy polskiej transformacji. Grupa ludzi średnio bogatych, która decyduje o wielu sprawach, choćby o wysokości wpływów do miejskiego budżetu, znacznie zmalała. Jednak mieszkańcy lgnęli do samorządu, chcieli zmian. Każdy działał z dużym zapałem.

Kiedy pojawił się moment przesilenia?

Gospodarka słabła w latach 90-tych. Przełom nastąpił na początku następnej dekady. Ale tam, gdzie był ciężki przemysł kryzys dał się odczuć najmocniej. Jak wyhamowało górnictwo, pracowników zwolniły firmy, które współpracowały z kopalniami. Tak działo się w całym naszym regionie. Dawna podstawa rozwoju Śląska traciła na znaczeniu. Przyszedł czas przekształceń strukturalnych w gospodarce i fala likwidacji nierentownych przedsiębiorstw, zwłaszcza w górnictwie i hutnictwie.

Tąpnięcie?

Raczej proces zmian. Wydobycie wygaszano w wielu kopalniach, także w kopalni Mysłowice.

Nie było to więc zaskoczenie?

Nie. Ale wbrew zapewnieniom, które padały z różnych trybun, że pomożemy, samorząd nie miał większego wpływu na to, co się w gospodarce działo. Bo to przecież nie samorząd decydował o tym, czy kopalnia będzie fedrować, czy też nie. Tak jest do dzisiaj. Decyduje właściciel – Skarb Państwa.

A skutki spadają na sam dół

Tak, czyli na samorząd.

Antidotum - program dla Śląska.

Jest w przygotowaniu. Ale trzeba oddzielić tzw. chciejstwo od realnych możliwości. Z jednej strony samorządy bardzo chcą przejmować tereny poprzemysłowe, ale z drugiej strony jest Skarb Państwa, ich właściciel, i wszystkie uwarunkowania, które z tego wynikają. Z tym trzeba się zmierzyć. Obszary poprzemysłowe powinny się rozwijać, przynosić wpływy do budżetów miast. Ale pamiętajmy też, że jak miasta przejmą te skarby w postaci zdegradowanych terenów i zniszczonego mienia, to stracą podatki od górnictwa.

To największa bariera dla gmin?

Tak. W przypadku Mysłowic sprawa jest jeszcze o tyle istotna, że tworzymy teraz podstawy do wielkich zmian urbanistycznych – przekształcenia terenów pokopalnianych w strefy biznesu i budowy wschodnich odcinków Drogowej Trasy Średnicowej. Powodzenie tych działań może zaważyć na przyszłości Mysłowic na całe dziesięciolecia.

Chce Pan przemodelować miasto, jak 25 lat temu. Wtedy zrobiła to siła reformy samorządowej, dzisiaj gospodarki.

Bez takiej zmiany miasto nie będzie w stanie należycie funkcjonować i rozwijać się we współczesnym świecie.

Co uznaje Pan za największy sukces samorządności?

Powrót własności w ręce mieszkańców i poczucie tożsamości. Jak jest własność, jest dbałość, a jak jest dbałość, to pięknieje miasto, lepiej się w nim żyje. Możemy tworzyć strefy biznesu, kultury, sportu, rekreacji, możemy decydować o kierunkach własnego rozwoju. Lepiej się też nas dzięki temu postrzega. U nas ludzie chętnie się budują, chcą tu mieszkać. Wyhamowaliśmy odpływ mieszkańców.

Oponenci i tak powiedzą, że nic się nie dzieje.

Jeśli to mówią ludzie działający w samorządzie, to sami sobie zaprzeczają i sami pokazują sobie czerwoną kartkę. Mysłowice może nie wykorzystały do końca szans unijnych, to prawda, ale też bardzo wiele zrobiono. Dziś to inne miasto niż jeszcze kilka lat temu.

Z bardziej obywatelską demokracją?

Dzisiaj mieszkańcy są bardziej otwarci, ale też bardziej wymagający. Poziom oczekiwań rośnie. Rady dzielnic otrzymały po 50 tys. zł do swojej dyspozycji. Podejmują decyzje, na co wydać te środki. W ten sposób tworzymy podwaliny pod tzw. budżet obywatelski. Mieszkańcy w konsultacjach zdecydują m. in. o kierunkach rozwoju, inwestycjach, zatem o życiu miasta. Przygotowujemy się do wprowadzenia takiego budżetu.

Miał Pan w ciągu tych 25 lat chwile zwątpienia, że może rzucić to wszystko w cholerę i niech się dzieje, co chce? - Jak się wchodzi w działanie samorządowe, to nie łatwo z niego wyjść. Ja mam zawsze za mało. Chcę więcej - zrobić więcej, osiągnąć więcej. To mnie motywowało, dodawało energii do działania. Mam duże poparcie mieszkańców, co niesamowicie zobowiązuje. Ważny jest też przy tym dialog i współdziałanie.

Zawsze priorytetem będzie dla mnie gospodarka, rozwiązywanie konkretnych problemów miasta i jego mieszkańców. Dopóki będę działał w samorządzie, to nigdy ta typowa tzw. wielka polityka nie będzie wyprzedzać mojego myślenia o gospodarce, o pomocy mieszkańcom. A jeśli zdecyduję się na wielką politykę, to może w sejmiku albo w Sejmie, a nie w gminie.

To brzmi jak deklaracja startu w wyborach parlamentarnych?

Gdyby ktoś kiedyś chciał wykorzystać moje doświadczenie samorządowca, jestem do dyspozycji. Jestem otwarty na samorząd, ale też i na wielką politykę.

 

Start w tym roku?

Jeśli będę kandydował, to jeszcze nie w jesiennych wyborach. Chcę zakończyć to, co rozpocząłem w tej kadencji, a na pewno i tej nie wystarczy na wszystkie plany i zamierzenia.

To szmat czasu - 3,5 roku.

Jest co robić. Są przygotowane projekty, programy i koncepcje ich realizacji. Tu mieszkam, stąd pochodzę i to mnie też mocno zobowiązuje.


Rozmawiał Wiesław Kosterski

Oceń artykuł:
zobacz ranking »
51%
49%
Autor
Zaloguj się i komentuj pod swoim nickiem, jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się
Treść
Obrazek
Podaj kod
 
Nasze programy
qi2015_286_01
img4_286_02
img2_286
pg_286_07
dm16_286
dp2016_286
Giełda
WIG20
wykres WIG20 w money.pl
Wspierane przez Money.pl
Giełda
Money.pl - Kliknij po więcej
GPW (2016-08-30 16:49)
WIG 47968.18 +1,14%
WIG20 1797.19 +1,12%
mWIG40 3931.51 +1,45%
sWIG80 14178.58 +0,04%
Wspierane przez Money.pl
Sonda
DOBRA MARKA - wskaż najlepsze według Ciebie soki owocowe:
CAPPY
CAPRIO
FORTUNA
GARDEN
HORTEX
KUBUŚ
TARCZYN
TYMBARK
SIÓDME NIEBO
INNE
Copyright © ForumBiznesu.pl 2012-2016 - Design & Engine - portale internetowe - FineCMS.pl
Korzystanie z witryny forumbiznesu.pl oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie, z których niektóre mogą być już zapisane w folderze przeglądarki. Więcej informacji można znaleźć w Polityce plików cookies.