Lekceważenie obywatela

Milion Polaków wciąż czeka na uregulowanie problemu związanego z książeczkami mieszkaniowymi. Oszczędności całego życia dziś opiewają na sumę kilku pensji – informuje Businessinsider.com.pl.

 

Okazuje się jednak, że nawet nie wszyscy mogą skorzystać ze środków, do których upoważnia książeczka. Upoważnia, bo o wypłacie wpłacanych przez lata pieniędzy nie może być mowy – podaje portal.

 

Powód: upadek komunizmu w Polsce, denominacja, ale brak waloryzacji środków na książeczce. Skutek tego jest taki, że z 300 000 złotych na książeczce – zostało dziś 30 zł. Do sprawy włączył się Rzecznik Praw Obywatelskich. Jeden ze scenariuszy zakłada, że w grze może być nawet 120 mld zł. – czytamy w informacji.  

- Systematycznie wpłacałem pieniądze i osiągnąłem sumę 300 000 zł. Teraz, zostało mi niewiele ponad 30 zł. Oczywiście mam śmieszną premię gwarancyjną – ponad 4000 zł. Co się stało z moimi pieniędzmi? Państwo mnie oszukało – pisze na jednym z forów internetowych Pan Krzysztof. Takich osób jak on jest więcej. Problem książeczek mieszkaniowych PKO pozostaje nierozwiązany przez blisko 28 lat. Adam Bodnar Rzecznik Praw Obywatelskich zapowiedział ostatnio, że przyjrzy się sprawie, ale proponowane rozwiązania, zdaniem posiadaczy książeczek nie są zadośćuczynieniem za stracone pieniądze.

- Przykładowo ze środków na remont mieszkania nie mogą skorzystać osoby niemające tytułu prawnego do lokalu: wynajmujące mieszkania czy bezdomne, a także mieszkające w lokalach komunalnych – wskazuje Bodnar.


Lata 70. i 80. to czasy największego boomu na książeczki mieszkaniowe. Dla wielu Polaków była to jedyna szansa na zdobycie własnego mieszkania. Co miesiąc trzeba było wpłacać określoną kwotę na konto oszczędnościowe w Banku PKO BP. Gromadzone środki były kluczem do kupna mieszkania, na które oczywiście i tak trzeba było zaczekać w kolejce. Gwarantem tego rozwiązania było państwo polskie. Sytuacja okazała się jednak trudna już na początku lat 80. Rosnąca inflacja, coraz większe niepokoje społeczne – przypomina portal.


W kolejnej przywołanej wypowiedzi czytamy - „Mama wpłacała oszczędności przez ponad 20 lat. Przyszła denominacja i na książeczce jest 12,50 zł zamiast odłożonych 125 000 zł. Gdzie sprawiedliwość?” - wylewa swoje żale Pan Artur na jednym z forów poświęconych temu tematowi.


Przełom lat 80. i 90. przyniósł najpierw galopującą inflację, a potem przyszła jeszcze denominacja. Okazało się, że to za co można było kupić przynajmniej "pół" mieszkania – nie wystarcza nawet na jego jeden metr.


Pani Iza w przesłanej do redakcji wiadomości wskazała, że jej zdaniem tłumaczenie się inflacją i denominacją jest nieuczciwe.

- Moi rodzice kupili w połowie lat 80-tych willę na Bielanach. Zapłacili wówczas za nią ok 250 mln zł. Mieli jednocześnie tyle samo na książeczce, która była na moje przyszłe mieszkanie. Po denominacji zostało ok. 30 tys. zł. I rząd będzie przekonywał mnie, że między jednym a drugim należy postawić znak równości? - skarży się Pani Iza.


Podobną sytuację miał Pan Andrzej Kubisiak, prezes Krajowego Stowarzyszenia Posiadaczy Książeczek Mieszkaniowych PKO BP z lat 1970- 1989. Swoje oszczędzanie rozpoczął od studenckiej Książeczki Mieszkaniowej.

- Za każde wpłacone 50 zł PKO miało dopisywać 50zł - taka była obietnica. Nigdy tego nie zrealizowano. Nie dopisywano corocznie odsetek tłumacząc, że gdy zostanie to wyliczone i dopisane na samym końcu przy realizacji, oczywiście z premią gwarancyjną – podkreśla Kubasiak.


Następnie chcąc zabezpieczyć przyszłość swoich dzieci, Pan Andrzej zaczął odkładać na Dziecięcą Książeczkę Mieszkaniową. Aby jednak móc zarejestrować książeczkę w spółdzielni trzeba było wpłacić pełen wkład na mieszkanie, w zależności od jego wielkości. Wiele osób zapożyczało się dodatkowo w ten sposób. Miało to mieć wymierne korzyści, bo czas od urodzenia i założenia książeczki wpisywał się na poczet oczekiwania. Oznaczało to, że osiągnięciu 18 lat, młoda osoba miała czekać co najwyżej 2-4 lata na swoje własne mieszkanie – przypomina portal.

 

W 1990 r. została uchwalona nowelizacja kodeksu cywilnego, według której waloryzacji nie podlegały kredyty bankowe i kwoty zdeponowane na rachunkach bankowych. W późniejszych latach Sąd Najwyższy orzekł, że przepisy te dotyczą również książeczek mieszkaniowych.

 

-  Złamano art. 32 Konstytucji. Zerwano umowę społeczną, mimo zachowania ciągłości państwa. Takie rzeczy dzieją się w państwie prawa wskutek wojny lub wielkiego kataklizmu, a tych przecież nie było. Zburzono zaufanie obywatela do państwa – podkreśla Kubasiak.


Właścicielom książeczek przysługuje natomiast prawo do otrzymania premii gwarancyjnej, którą można wykorzystać tylko na cele mieszkaniowe. Średnia wartość premii gwarancyjnej w 2016 r. wynosiła 8 104,5 zł. Z roku na rok jej wysokość spada. Jeszcze w 2014 r. było to 9490 zł. – informuje Businessinsider.com.pl

 

Krajowe Stowarzyszenie Posiadaczy Książeczek Mieszkaniowych PKO BP z lat 1970 - 1989 domaga się złożenia wniosku ws. waloryzacji do Trybunału Konstytucyjnego. Wnioskowali już o to u Rzecznika Praw Obywatelskich, ale ten nie dał się przekonać do tego pomysłu.

- Pozytywna decyzja TK pozwoliłaby na waloryzację wkładów i odsetek z przeznaczeniem na cele mieszkaniowe i proponowane przez nas inne rozwiązania. Są to ogromne kwoty ok.120 miliardów złotych. Nie trzeba ich przecież od razu wypłacać. Można rozłożyć nawet do 10 lat - podkreśla przewodniczący Kubasiak.


Dodaje, że pieniądze odzyskane w ten sposób i tak wróciłyby do kraju w postaci płaconych podatków – czytamy w podsumowaniu.  (jmk)

 

Źródło i czytaj więcej: Businessinsider.com.pl



Oceń artykuł:
zobacz ranking »
52%
48%
Autor
Zaloguj się i komentuj pod swoim nickiem, jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się
Treść
Obrazek
Podaj kod
 
Copyright © ForumBiznesu.pl 2012-2018 - Design & Engine - portale internetowe - FineCMS.pl
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi.