RODO, a nadgorliwość i niekompetencja

Po wypadku autokaru przewożącego dzieci na „zakopiance”, trudno było uzyskać informacje do którego z 9 szpitali przetransportowano poszkodowane dzieci. - Nie możemy udzielić informacji, czy jest taki pacjent – usłyszała mama dziewczynki poszkodowanej w wypadku autokaru, kiedy próbowała ustalić, w którym szpitalu leży dziecko – podaje Onet.pl.

 

Wszystko wskazuje na to, że powodem było RODO, czyli nowe unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych. - Uczulimy szpitale na bardziej racjonalne podejście do tematu – zapewnia Ministerstwo Cyfryzacji.

 

Pracownicy szpitala i sztabu kryzysowego nie chcieli udzielić matce dziecka informacji o tym, gdzie przebywa jej córka, bo – jak tłumaczyli – zmieniły się przepisy.

 

Ustalenie szpitala, do którego trafiła ranna nastolatka, zajęło jej kilka godzin - czytamy w informacji Onetu.

 - Córka mojej partnerki zadzwoniła do nas zaraz po wypadku, właściwie z trawnika tuż obok rozbitego autokaru, że jest cała i że nie jest ciężko ranna, żebyśmy się nie martwili. Potem jej komórka wyładowała się i nie było z nią kontaktu. Niewiele myśląc, wsiedliśmy w samochód i ruszyliśmy w stronę Krakowa. Po drodze mieliśmy ustalić, do którego konkretnie szpitala musimy pojechać. Okazało się, że to nie takie proste – opowiadał pan Michał, partner matki dziewczynki.

- I to nie jest tak, że ktoś użył w rozmowie słowo "RODO". Ale słyszeliśmy stwierdzenia typu "teraz są nowe przepisy, ja nie wiem, czy mogę podać takie dane", więc nietrudno się było domyślić, o co chodzi. Gdyby nie pracownik z Małopolskiego Urzędu Marszałkowskiego, który najwidoczniej zrozumiał tę sytuację, pewnie przez kilka kolejnych godzin jeździlibyśmy między szpitalami. W placówce, którą nam wskazał, dali nam po prostu córkę mojej partnerki do telefonu – relacjonował  rozmówca.

- Trzeba chyba coś jednak poprawić w tym systemie prawnym. Odniosłem wrażenie, że większość naszych rozmówców po prostu bała się, że jak nam udzieli informacji, to spotkają ich za to jakieś surowe konsekwencje. Ja rozumiem, że tylko rodzinie można udzielić informacji o stanie zdrowia dziecka, ale przecież my nawet o to nie pytaliśmy, tylko chcieliśmy je zlokalizować. A co by było, gdyby na przykład dziecko było nieprzytomne i nie mogło podejść do telefonu? Czy dowiedzielibyśmy się, gdzie leży, dopiero, jakby się ocknęło? Wydaje mi się, że to prawo kuleje, zwłaszcza w praktyce – podkreślił pan Michał.

- Oczywiście nie może być tak, że telefonicznie uzyskujemy wszelkie informacje o pacjentach, ale możliwe jest zastosowanie metod uwierzytelniających osobę dzwoniącą jako rodzica – podkreśla Ministerstwo Cyfryzacji i zapowiada poprawę tej sytuacji. (jmk)

 

Źródło i czytaj więcej: Onet.pl

Oceń artykuł:
zobacz ranking »
51%
49%
Autor
Zaloguj się i komentuj pod swoim nickiem, jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się
Treść
Obrazek
Podaj kod
 
Copyright © ForumBiznesu.pl 2012-2018 - Design & Engine - portale internetowe - FineCMS.pl
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi.