Minister Adam Zdziebło: Naszą przewagą jest fachowość

Rozmowa z wiceministrem Adamem Zdziebło, Sekretarzem Stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju


Partnerstwo publiczno-prywatne to temat, który budzi wiele dyskusji. Przedstawiane są różne diagnozy, które zdążają do tego, by usprawnić tę formę współpracy pomiędzy samorządem a biznesem. Czy Pana zdaniem takie zmiany są potrzebne?

Niezwykle dużo głosów z różnych polskich środowisk płynie w tym zakresie, ale niestety  mało jest w tym zagadnień merytorycznych. Mogę o tym mówić z dość dużą pewnością dlatego, że w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju od kilku lat realizujemy program pod nazwą Platforma PPP,  o otwartej formule, do której zapraszamy wszystkie zainteresowane samorządy. Po tych kilku latach jej działania mogę powiedzieć, że projektów samorządowych wcale nie jest dużo, a nawet powinniśmy się posługiwać słowem „mało”. Nasz sztandarowy projekt zrealizowany w tej formule, dodatkowo przy udziale środków europejskich, to spalarnia odpadów w Poznaniu. Jest to przedsięwzięcie, w które zaangażowaliśmy się nie tylko merytorycznie, ale także przeznaczyliśmy całkiem spore kwoty na ekspertyzy i przygotowanie dokumentacji. Idziemy dalej. Zakończyliśmy nabory do działań, m.in. związanych z modernizacją i utrzymaniem dróg, gdzie taki właśnie program realizowany jest w województwie dolnośląskim, czy też na koncepcje dotyczące służby zdrowia. Nie można zatem powiedzieć, że nic się w tym temacie nie dzieje. Jako ministerstwo przygotowujemy i realizujemy projekt modelowy, taki jak wspomniana  spalarnia, a całe know-how, kompletną dokumentację oprócz tej, która jest objęta tajemnicą handlową, udostępniamy nieodpłatnie poprzez naszą stronę internetową – Platformę PPP. Zainteresowane samorządy dostają od nas swoistą „instrukcję obsługi”, która pokazuje jak korzystać z tej formuły, od momentu zaistnienia pomysłu, poprzez podział ryzyk, aż do  szczęśliwego wyboru wykonawcy i podpisania umowy.

Gdzie zatem tkwi problem tak małej popularności partnerstwa publiczno-prywatnego?

Trzeba tutaj jasno powiedzieć, że bardzo wiele projektów nie przechodzi selekcji już na wstępnym etapie. Często pomysły, które wydają się idealnie pasować do tej formuły, po bliższej analizie i sprawdzeniu, nie spełniają kryteriów stawianych projektom PPP. Prawdą jest również stwierdzenie, że oczekiwania przedsiębiorców, oczywiście w niektórych wypadkach, są niestety zbyt wysokie w stosunku do tego, jakie możliwości niosłaby umowa zawarta pomiędzy przedsiębiorcą a samorządem. Co ważne, nie trzeba wcale, jak mówią niektórzy, zmieniać prawa w tym zakresie, aby pobudzić partnerstwo publiczno-prywatne. Obecne uregulowania pozwalają spokojnie na realizację sensownych i dobrych projektów w tej formule. Natomiast jeżeli mamy do wyboru pieniądze dotacyjne, to zawsze najpierw robimy wszystko, żeby wykorzystać środki unijne. Proszę również zwrócić uwagę, że w Europie Zachodniej, na której często wzorujemy się w rożnych zagadnieniach, tych projektów nie jest zbyt dużo. Bardzo istotna jest tutaj ocena ryzyka, bo może się okazać, że samorząd do tej inwestycji będzie przez wiele lat dopłacał i tak naprawdę może to być bardzo drogi projekt generujący duże koszty.

Skoro mówimy o unijnych dotacjach, chciałbym zapytać o Regionalne Programy Operacyjne. Jak postępują konsultacje z Komisją Europejską i czy wiadomo już dziś o jakichś zastrzeżeniach, ewentualnych rozbieżnościach?

Z Komisją Europejską pracujemy na bieżąco. Od ubiegłego roku, kiedy tylko pojawiły się projekty rozporządzeń, my już na nich pracowaliśmy. Podobnie wyglądała sytuacja jeśli chodzi o współpracę z samorządami. Mieliśmy już zręby programów, to się przełożyło później na Umowę partnerstwa, która mamy nadzieję będzie podpisana w maju, być może w czerwcu. Tak naprawdę zależy to teraz bardziej od naszych partnerów z Komisji, ponieważ my wszystkie dokumenty już dawno dostarczyliśmy. Natomiast w tych rozmowach bezpośrednich, w trakcie negocjacji widzimy bardzo dużą wolę po stronie urzędników komisyjnych, żeby znów pokazać, że duży kraj, o największym budżecie dotacyjnym, czyli Polska, będzie pierwsza przygotowana i pierwsza, która rozpocznie wdrażanie całości w pełnym wymiarze. To jest bardzo istotne. Zwróćmy uwagę na jedną bardzo ważną rzecz: Komisja negocjuje nie tylko z Polską. Są jeszcze pozostałe kraje członkowskie, które też mają swoje budżety, co również pomiędzy nimi jest ustalane. Poza tym, mamy wiele programów,  do działań krajowych dochodzi szesnaście programów regionalnych. Tam też Komisja musi sprawdzić, czy to wszystko jest spójne z umową partnerstwa i z programami krajowymi, czy odpowiada na wyzwania strategii Europa 2020, stąd jest to naturalne, że ten proces musi jeszcze trochę potrwać.

Kiedy w takim razie możemy się spodziewać podpisywania pierwszych umów związanych z nowym budżetem i czy przewiduje się w nich dużo zmian?

Chcę tutaj podkreślić, że przez te siedem lat, podczas których zarządzamy projektami europejskimi, możemy mówić o absolutnej profesjonalizacji kadry czy to na poziomie krajowym, regionalnym, ale też w gminach i powiatach. Ci, którzy zajmują się projektami unijnymi w przeważającej części są zawodowcami, którzy reagują już nawet na „słowa klucze”, dzięki czemu nie trzeba im tłumaczyć wszystkiego od początku, co skutkuje wartościową, bieżącą współpracą. To widać było również podczas negocjacji. Dochodziło do takich sytuacji, że nasi ludzie wiedzieli więcej, niż  negocjatorzy ze strony komisyjnej. Byliśmy też w stanie więcej zaproponować, jak również zyskać. W momencie, gdy dane rozwiązanie nie było dostatecznie akceptowalne, mieliśmy wariant „B”, „C”, itd.
Pamiętajmy o jednej sprawie – obecny budżet, ten z lat 2007–2013 kończymy z końcem 2015 r. Z punktu widzenia strategicznego, nie możemy rozpocząć jednocześnie wszystkich działań związanych z nowym budżetem, ponieważ mamy do zakończenia kilka programów odnoszących się do poprzedniego. Jako kraj będziemy rozliczani z tego, czy wykorzystaliśmy pieniądze na lata 2007–2013 w całości. Stąd z naszej strony, realizując strategię jak najszybszego zakończenia negocjacji nowego budżetu, jednak kładziemy ciągle nacisk na wykorzystanie środków z bieżącego budżetu. Rozumiem, że samorządy chciałyby do października rozpocząć podpisywanie umów, np. na nowe odcinki dróg, ale pamiętajmy, że mamy do zagospodarowania jeszcze pieniądze, zwłaszcza w niektórych obszarach  niszowych, które  są wciąż dostępne.

Czy w takim razie możemy powiedzieć, że jeśli chodzi o podział środków unijnych w Polsce, to  wszystko się udało?


To jest ogromny proces, wart kilkadziesiąt miliardów euro, na który składają się dotacje i wkład krajowy i nie ma możliwości, żeby 100 proc. projektów było udanych. To by na nas na pewno sprowadziło dodatkowe audyty Komisji Europejskiej, która zaczęłaby jeszcze baczniej się nam przyglądać, chcąc sprawdzić, czy faktycznie jesteśmy tak dobrzy. Wpadki się zdarzają, czasami mniej bolesne, czasami bardziej. Pamiętajmy także o tym, że nawet gdyby w jakimkolwiek projekcie dotacja została cofnięta, te pieniądze zostają wykorzystane w innym. Tylko musimy mieć świadomość upływającego czasu i w końcu wykorzystania środków z obecnego budżetu do końca 2015 roku.

Wspomniał Pan o drogach, ale mamy też alternatywne szlaki komunikacyjne, takie jak np. kolej, żegluga śródlądowa. Czy w tych obszarach też możemy oczekiwać wzmożonych działań inwestycyjnych?


Kolej to był najtrudniejszy obszar, z dużym budżetem unijnym, natomiast trzeba pamiętać, co się zmieniło w ciągu ostatnich dwóch lat. Można powiedzieć, że wreszcie ktoś pochylił się nad uwagami zgłaszanymi przez dawne Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, kiedy w końcu z zamierzeń, pomysłów i projektów przeszliśmy do ich faktycznych realizacji. Ubiegły rok to w kolejach ponad 5 mld zł inwestycji - wartość niespotykana w ich historii.
Jeśli chodzi o żeglugę śródlądową, to mamy konkretne zapisy w dokumencie implementacyjnym, gdzie wyraźnie wskazujemy na priorytety związane z inwestowaniem w szlaki śródlądowe, natomiast pamiętajmy też o ramowej dyrektywie wodnej, której właściwa transpozycja dopiero umożliwi nam realizowanie inwestycji w obszarze „wodnym” oraz  o tym, że wiele środowisk przedstawia pomysły różnych inwestycji, ale czy w ślad za tym idą bardzo konkretne, precyzyjne projekty?

Ale nie zawsze było tak dobrze, o czym świadczy chociażby wcześniejszy plan przeniesienia części środków z inwestycji na kolei na realizacje autostradowe.

Mogę powiedzieć, że był to trochę akt desperacji z naszej strony, ale tamten ruch spowodował, że Komisja Europejska zgodziła się na podniesienie poziomu dofinansowania w projektach kolejowych z 59 proc. do 85 proc. wartości projektu oraz zgodziła się, aby oprócz kosztownych i wieloletnich modernizacji przeprowadzać również rewitalizację. Zgodziła się również na podniesienie poziomu dofinansowania na zakup taboru do 80 proc. To nam pozwoliło na wykorzystanie tych pieniędzy w ramach sektora kolejowego. W tym roku zamierzenia realizacyjne polskich kolei sięgają 8 mld zł. Stąd, wprawdzie ciągle z  niepokojem, ale jednak widzę szansę na to, żeby  cały sektor kolejowy wykorzystał dostępne środki.

Jakość to słowo klucz, bez którego nie udałoby się tak wiele osiągnąć przez ostatnie lata. Jak Pan ocenia zmiany, które zaszły właśnie w tym zakresie?

Z premier Elżbietą Bieńkowską przez te ostatnie lata, kiedy od nas wymagano przede wszystkim szybkości w działaniu zawsze podkreślaliśmy, że najważniejsza jest jakość. Chodzi o to, żeby nie być nastawionym wyłącznie na spektakularny efekt. I to można bardzo łatwo zbadać. Wystarczy porównać budżety samorządów, które aktywnie korzystały z pieniędzy europejskich i miały dobrze przygotowany plan rozwoju, wiedząc na co chcą przeznaczyć te środki. Są samorządy, które w 2013 r. praktycznie nie pozyskiwały już środków unijnych. Pomimo tego, kiedy porównamy ich tegoroczny budżet, z tym z lat 2007-2008, to zobaczymy, że ma on dziś ponad dwukrotnie większą wartość niż wtedy. I to jest prawdziwy miernik, jak wykorzystano europejską szansę. Są rankingi porównujące ile inwestycji pozyskano w przeliczeniu na głowę mieszkańca, ale bardzo realnym wskaźnikiem jest to, jak to się przenosi na budżet samorządowy. Pomimo wybudowania nowej infrastruktury drogowej, sportowej, rekreacyjnej itd. nie są to środki stracone, ale te zainwestowane pieniądze generują kolejne. Jeśli chodzi o polski Biznes, to możemy tutaj mówić o wielu spektakularnych sukcesach. Polskie przedsiębiorstwa dostały tę szansę w postaci dofinansowania europejskiego i bardzo dobrze ją wykorzystały.
 

Rozmawiali:
Anna Biszkowiecka
Tomasz Popławski

Oceń artykuł:
zobacz ranking »
51%
49%
Copyright © ForumBiznesu.pl 2012-2018 - Design & Engine - portale internetowe - FineCMS.pl
Korzystanie z witryny forumbiznesu.pl oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie, z których niektóre mogą być już zapisane w folderze przeglądarki. Więcej informacji można znaleźć w Polityce plików cookies.