Decyzja Donalda Tuska, by zarzucić prace nad reformą Państwowej Inspekcji Pracy, może oznaczać utratę nawet 20 mld zł z KPO. Nasi rozmówcy w rządzie obawiają się też, że negocjacje z Komisją Europejską będą teraz bardzo utrudnione. Na razie nie ma też planu, co w zamian – podał serwis Money.pl.
- Podjąłem decyzję, żeby nie kontynuować pracy nad tego typu reformą. Sprawę uważam z mojego punktu widzenia za zamkniętą - to wtorkowe oświadczenie Donalda Tuska, wypowiedziane przy okazji paryskiego szczytu tzw. koalicji chętnych, zmroziło część naszych rozmówców z rządu.
Tą jedną wypowiedzią szef rządu nagle przeciął, trwający od wielu tygodni, spór wewnątrz rządu wokół finalnego kształtu ustawy reformującej PIP, stanowiącej jednocześnie realizację ważnej reformy KPO - stwierdzono.
Projekt przygotowany przez resort pracy początkowo zakładał, że inspektor pracy będzie mógł, w drodze decyzji administracyjnej, przekształcać umowy cywilnoprawne lub B2B w umowy o pracę, jeśli uzna, że mają one charakter pozorny (np. praca wykonywana tylko dla jednego pracodawcy, w stałych godzinach) – czytamy dalej.
W toku rządowych dyskusji, momentami bardzo ostrych, propozycja była okrajana - usunięto m.in. zapis mówiący o możliwości wydania przez inspektora decyzji z mocą wsteczną czy rygor natychmiastowej wykonalności. Projekt otrzymał nawet zielone światło ze strony Stałego Komitetu Rady Ministrów i wydawało się, że wkrótce trafi na posiedzenie rządu, a następnie do Sejmu – przypomniał serwis.
Mimo to kontrowersje wróciły i w ubiegłym tygodniu projekt został "zawrócony" do dalszych szlifów w ramach rządu. Teraz temat ostatecznie przeciął wtorkową wypowiedzią premier, czym mocno naraził się dwóm koalicjantom - Lewicy i Polsce 2050 – zaznaczono w informacji.
Lewicy premier podpadł z oczywistego powodu - reforma PIP to był sztandarowy projekt ustawy minister pracy Agnieszki Dziemianowicz-Bąk, propozycje te w ostatnim czasie mocno promował także marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty. - Szef postanowił chyba ukrócić zbyt dobre samopoczucie lidera Lewicy w ostatnim czasie - ocenił sytuację rozmówca z Koalicji Obywatelskiej.
W samym resorcie pracy słychać głosy zwątpienia – wskazano w treści informacji.
- Ministerstwo swoje zrobiło, tzn. przygotowało projekt ustawy, realizującej założenia kamienia milowego KPO. Reszta jest po stronie pana premiera - wskazuje rozmówca i przyznaje, że na ten moment nie ma wypracowanego "planu B".
Na razie przekaz partyjny Lewicy brzmi: "jesteśmy gotowi do negocjacji reformy PIP, ale nie jej zaniechania" - podano.
- Jako Lewica nie odpuścimy walki z umowami śmieciowymi, bo to przede wszystkim krzywda ludzi - przekonywał dalej Łukasz Michnik, rzecznik ugrupowania.
W nieoficjalnych rozmowach słyszymy, że w Lewicy trwają rozważania dotyczące tego, czy i w jaki sposób odegrać się na KO. Ale nie tylko, bo pretensje kierowane są także w stronę Władysława Kosiniaka-Kamysza, który trzyma w tej sprawie wspólny front z Tuskiem. - Rzeczywiście na Lewicy są wkurzeni, zastanawiamy się, czy to się nie skończy jakimś odwetem - przyznał rozmówca z KO.
Z perspektywy drugiego koalicjanta KO, czyli Polski 2050, problemem jest aktualnie to, że trzeba na nowo usiąść do stołu negocjacyjnego z Komisją Europejską. Wynika to z faktu, że reforma PIP była kamieniem milowym KPO. Decyzja premiera, jak słyszymy od rozmówcy z rządu, może spowodować, że w tych negocjacjach polegniemy. - To nam kompletnie sabotuje negocjacje i wszystkie sprawy związane z KPO - przekonywał rozmówca.
Podstawowy problem jest taki, że to przecież obecny rząd wynegocjował taką treść kamienia milowego KPO. Zastąpił on wcześniejszy kamień, wynegocjowany przez rząd PiS i mówiący o ozusowaniu umów zleceń i o dzieło. Obecny obóz rządzący zaproponował w to miejsce reformę PIP, a resort pracy przygotował projekt ustawy, który premier zablokował - napisano.
Poprzednią reformę, tę o ozusowaniu umów cywilnoprawnych, odkręcaliśmy przez trzy miesiące. Dziś takiego czasu nie mamy (kończy się okres, w którym trzeba wydać pieniądze z KPO - przyp. red.), a poza tym mielibyśmy odkręcać reformę, którą sami zaproponowaliśmy. Zresztą Komisja dowiedziała się o decyzji premiera z mediów. Nie widzę tu dla nas "okoliczności łagodzących", Tusk bardzo utrudnił te negocjacje, nie tylko zresztą w tej kwestii, ale w ogóle, jeśli chodzi o rewizję KPO – wskazał rządowy rozmówca.
Jak dodał, przed rządem jeszcze jedna rewizja, gdzie będą "duże miliardy do uratowania", w tym słynne "podatki Morawieckiego", czyli dodatkowe opłaty od aut spalinowych, od których rządzący zamierzają odejść na rzecz innych reform z zakresu energetyki. I według rozmówcy serwisu tu również Komisja może usztywnić stanowisko – podkreślono dalej.
Kolejny problem, jak wskazała osoba z rządu, to potencjalnie utracone środki z KPO za niezrealizowaną reformę. Jak duże? Tu szacunki są różne. Lewica szacuje ten ubytek na kwotę ok. 11 mld zł, my wcześniej - na podstawie przesłuchów z rządu - podawaliśmy kwotę ok. 2 mld euro (ok. 8,4 mld zł). Dziś słyszymy dużo większy rozstrzał, wynoszący od 4 do nawet 20 mld zł - napisano.
Wyliczenie tego nie jest proste, bo przy naliczaniu tej korekty finansowej obowiązuje skomplikowany algorytm, który ma mocno uznaniowy charakter, a w dodatku sama Komisja jeszcze nie miała okazji z niego skorzystać - przyznał rozmówca z rządu.
Choć Lewica zapowiada, że nie odpuści reformy PIP, to jednak wciąż nie wiadomo, w jaki sposób ugryzie temat ponownie, np. czy resort pracy złoży nowy projekt, tym razem niezwiązany już w żaden sposób z reformami z KPO - zaznaczono.
Politycy KO są na rozmowy otwarci, ale czekają, aż opadną polityczne emocje wokół sprawy. - Wiadomo, że Lewica ma inną wrażliwość w tej sprawie niż Koalicja Obywatelska, która jest nastawiona bardziej liberalnie i proprzedsiębiorczo, ale myślę, że powinniśmy rozmawiać o tym między sobą bezpośrednio, a nie przez pośredników – mówił w podsumowaniu Zbigniew Konwiński, przewodniczący klubu KO. (jmk)
Foto: Pixabay.com
Źródło: Money.pl
