W budownictwie przemysłowym cena pozostaje jednym z podstawowych kryteriów wyboru wykonawcy, ale rosnące wymagania techniczne i energetyczne zwiększają znaczenie doświadczenia oraz organizacji inwestycji. Najtańsza oferta nie zawsze oznacza najniższy koszt, szczególnie gdy chodzi o obiekt, który ma funkcjonować przez wiele lat w zmieniającym się otoczeniu technologicznym i regulacyjnym.
Przedsiębiorstwo Budownictwa Przemysłowego i Ogólnego G-5 wypracowało na tej płaszczyźnie swój model działania zarówno dla formuły „zaprojektuj i wybuduj”, jak i w generalnym wykonawstwie oraz w zakresie specjalistycznych realizacji, gdzie liczy się nie tylko cena i termin, ale również kompetencje, dobra współpraca z podwykonawcami oraz zaangażowanie w cały proces inwestycyjny.
Dlaczego w budownictwie przemysłowym to doświadczenie wykonawcy powinno być kluczowym elementem i jak przekłada się to na funkcjonowanie firmy na zmieniającym się rynku? O tym w rozmowie z Tomaszem Nabiałczykiem, Prezesem Zarządu Przedsiębiorstwa Budownictwa Przemysłowego i Ogólnego G-5 Sp. z o.o. (Oława, woj. dolnośląskie).
Państwa firma działa od 2009 roku. Co, z perspektywy tych kilkunastu lat, uznaje Pan za najważniejszy czynnik jej rozwoju?
Bez wątpienia są nim ludzie. Od początku mieliśmy i nadal dysponujemy bardzo dobrze wykwalifikowaną kadrą inżynierów. Są to zarówno osoby bezpośrednio zatrudnione w spółce, jak i współpracujący z nami specjaliści. W budownictwie przemysłowym doświadczenie ludzi odpowiedzialnych za prowadzenie inwestycji ma bardzo duże znaczenie, ponieważ nawet pozornie podobne przedsięwzięcia potrafią różnić się pod względem technologii, warunków realizacji czy oczekiwań inwestora. Dlatego przykładamy dużą wagę nie tylko do kompetencji, lecz także do sposobu organizowania współpracy. Nie budujemy każdej inwestycji od powoływania każdorazowo od nowa zespołu wykonawczego. Pracujemy ze sprawdzonymi podwykonawcami, z którymi mamy doświadczenie z wcześniejszych realizacji. I co najważniejsze, nie wybieramy partnerów wyłącznie na podstawie najniższej ceny.
Czy w takim podejściu kluczowym staje się całkowity koszt inwestycji i późniejszego użytkowania obiektu?
Dokładnie tak jest. W budownictwie bardzo łatwo skoncentrować się wyłącznie na cenie kontraktu. Problem pojawia się później, kiedy oszczędność na etapie realizacji prowadzi do problemów eksploatacyjnych, usterek czy dodatkowych prac w okresie gwarancyjnym. My tego podejścia nie uznajemy. Jeżeli wiemy, że określone rozwiązanie będzie niewłaściwe z punktu widzenia jakości albo trwałości obiektu, nie chcemy go stosować tylko po to, żeby obniżyć cenę realizacji. Czasami oznacza to niższą marżę na początku, ale ogranicza ryzyko późniejszych kosztów i pojawienia się problemów.
Zdarza się, że przegrywamy ceną postępowania przetargowe, ponieważ mamy świadomość kosztów, jakie rzeczywiście wiążą się z prawidłowym wykonaniem określonego zakresu robót. Ale jeżeli widzimy, że dokumentacja albo założenia inwestycji są niedoszacowane, nie chcemy rekompensować tego obniżaniem standardu wykonania. Generalny wykonawca musi brać pełną odpowiedzialność za realizację zadania.
W takim razie w jaki sposób w praktyce zarządzają Państwo utrzymaniem założonego poziomu jakości podczas wykonania inwestycji?
Podstawą jest właściwy dobór podwykonawców. Równie ważna jest kadra inżynierska. Każda budowa ma określony budżet i oczywiście nie można go przekraczać.
Z drugiej strony, są pewne założenia techniczne i jakościowe, których trzeba przestrzegać. Rolą osób prowadzących budowę jest znalezienie równowagi pomiędzy tymi dwoma obszarami. Dlatego uczestniczymy w procesie inwestycyjnym możliwie od samego początku. Naszą intencją jest przeprowadzić inwestora przez cały przebieg budowy. Pracujemy między innymi w formule „zaprojektuj i wybuduj”, więc wówczas możemy uczestniczyć w przedsięwzięciu już od etapu koncepcji.
Inwestor, często na początku realizacji, nie ma jeszcze odpowiedzi na wszystkie pytania, np. jakie rozwiązania techniczne będą optymalne i jak przeprowadzić w związku z tym cały proces. Wspólnie przechodzimy przez kolejne etapy - od pierwszych założeń i koncepcji, po projekt, wykonawstwo i odbiór. Preferujemy model, w którym inwestor chce współpracować z wykonawcą, a nie jedynie przekazać mu dokumentację i rozliczyć efekt końcowy. Prace budowlane są procesem, w którego trakcie mogą pojawiać się wyzwania wymagające podjęcia kluczowych decyzji i uzgodnień zmian. Dlatego zależy nam na relacji partnerskiej. To dowód naszej odpowiedzialności za cały proces.

Na jakich inwestycjach koncentruje się obecnie G-5?
Przede wszystkim na obiektach przemysłowych, w szczególności halach produkcyjnych i innych budynkach związanych z działalnością produkcyjną dla inwestorów prywatnych. Nie uczestniczymy obecnie w przedsięwzięciach publicznych. Co ważne, znaczna część naszych zleceń pochodzi od inwestorów, z którymi już wcześniej pracowaliśmy. Wracają do nas, ponieważ mogą liczyć na rzetelną współpracę i wysoką jakość wykonania prac, kiedy chcą rozbudować zakład, zmienić jego układ technologiczny, zwiększyć poziom bezpieczeństwa czy dostosować obiekt do nowych wymagań. Jest to bardzo istotny element naszej działalności, bo nasza praca nie zawsze kończy się w dniu odbioru hali. Zakład żyje, zmieniają się technologia produkcji, pojawiają się nowe wymagania i potrzeby. Wtedy wykonawca, który zna obiekt, może być naturalnym partnerem przy kolejnych etapach.
Na przestrzeni lat zrealizowaliśmy zarówno hale produkcyjne, magazynowe, jak i obiekty o bardziej złożonej funkcji. Jednymi z największych realizacji były m.in. hala produkcyjna we Wrocławiu o powierzchni ok. 20 tys m2, odbudowa i rozbudowa obiektu przemysłowego po pożarze w Stanowicach czy przebudowa hal o powierzchni ponad 12 tys. m2 w Bystrzycy Kłodzkiej, która odbywała się bez przerywania w nich produkcji.
Inwestycje budowlane, a zwłaszcza obiekty przemysłowe, wymagają od wykonawców coraz większej wiedzy w związku z pojawiającymi się systematycznie nowymi regulacjami i wymaganiami technicznymi.
Zmiany tego typu wchodzą w życie nieustannie. Dotyczy to między innymi zabezpieczeń przeciwpożarowych, parametrów termicznych i innych wymagań. Jest to dla nas wyzwanie które należy osiągnąć. Każdy nowy obiekt należy przygotować zgodnie z obowiązującymi w danym momencie wymaganiami. Często też w przypadku istniejących już zakładów pojawia się konieczność dostosowania infrastruktury do nowych standardów. Im bardziej skomplikowane wytyczne, tym dla nas jest to ciekawsze doświadczenie. Przykładem jest jedna z obecnie prowadzonych przez nas inwestycji dla fabryki produkującej wyroby higieniczne. Inwestor zmienił technologię, a my odpowiadamy za znaczną część prac budowlanych i dostosowanie obiektu do wyższych wymagań w zakresie bezpieczeństwa pożarowego oraz parametrów termicznych.
Nie zawsze też duża kubatura obiektu wyznacza poziom trudności. Wbrew pozorom ciekawe pod względem technicznym są mniejsze obiekty. Czasami niewielki budynek, który trzeba włączyć w funkcjonujący zakład i dostosować do istniejącej technologii, jest znacznie bardziej wymagający niż duża, powtarzalna hala. To zresztą jest charakterystyczne dla naszej branży. Można powiedzieć, że każda budowa jest prototypem. Nawet jeśli realizujemy kolejny obiekt podobnego typu, to pojawiają się inne warunki, ograniczenia i problemy do rozwiązania. Nie boimy się skomplikowanych inwestycji. Wręcz przeciwnie, im więcej wyzwań technicznych i organizacyjnych, tym większe znaczenie ma doświadczenie zespołu.
Jakie są zauważalne zmiany, trendy w branży budowlanej i w zakresie popytu wśród inwestorów w Polsce?
Przez lata dużo prac koncentrowało się wokół nowych obiektów przemysłowych i produkcyjnych. W regionie, w którym głównie działamy, a więc na Dolnym Śląsku i Opolszczyźnie powstało wiele tego typu zakładów. Obecnie rośnie liczba inwestycji dla branży logistycznej. Nie jest to jednak segment, na którym chcemy koncentrować naszą działalność. W takich realizacjach bardzo silna jest presja czasu i ceny, a nasz sposób pracy, jak już wspomniałem, jest nieco inny. Dlatego też stale szukamy nowych kierunków, które pozwolą wykorzystać nasze kompetencje w wymagających rodzajach inwestycji.
W budownictwie dużo się zmieniło, jednak zasada jego działania jest ciągle taka sama i opiera się przede wszystkim na pracy rąk ludzkich. Trudno wprowadzić na plac budowy automatyzację, czy robotyzację. Dużo innowacji pojawiło się natomiast w obszarach wspomagających procesy - w produkcji prefabrykatów, narzędziach, transporcie, logistyce na samej budowie, czy cyfrowych systemach zarządzania inwestycją i pracownikami. W tych dziedzinach jest bardzo duża zmiana w porównaniu z tym, co było jeszcze kilkanaście lat temu. Jednak niezmienne w wykonawstwie inwestycji jest to, że odbywa się ona rękoma pracowników i nie sądzę, żeby to się szybko zmieniło. Nieprędko roboty zastąpią budowlańców. Dlatego ciągle powtarzam, że budownictwo to jest jedna z ostatnich klasycznych dziedzin gospodarki.
Czy jednym z nowych Państwa kierunków nich są prace poza klasycznym sektorem przemysłowym?
Przykładem jest obecnie realizowany przez nas obiekt dla Straży Pożarnej w Dziewiętlicach, w powiecie nyskim. To zupełnie inny typ obiektu, ale przy tej realizacji wykorzystujemy doświadczenia z budownictwa przemysłowego. Inwestycja jest prowadzona w formule „zaprojektuj i wybuduj”, a znaczną część budynku przygotowujemy z wykorzystaniem prefabrykacji i wielkowymiarowych elementów, czyli wykorzystaliśmy część wypracowanych przez nas rozwiązań do realizacji obiektu o funkcji nieprzemysłowej.
Kolejnym tego typu krokiem może być budownictwo drogowe. Myślimy o tym. Chcielibyśmy stopniowo wejść w ten segment, początkowo zapewne w ograniczonym zakresie. Nie chodzi o gwałtowną zmianę profilu działalności, ale o wykorzystanie posiadanych kompetencji i stopniowe budowanie doświadczenia w kolejnym obszarze.
A jaki jest Pana osobisty cel zawodowy w przyszłości?
Od dawna interesują mnie obiekty o bardziej przestrzennym i technicznie złożonym charakterze. Z racji mojego wykształcenia, osobistym marzeniem jest zrealizowanie budowy mostu drogowego. Oczywiście wymaga to czasu i odpowiedniego przygotowania organizacyjnego. Być może najpierw będziemy rozwijać działalność w drogownictwie w mniejszej skali, a dopiero później podejmiemy się bardziej wymagających obiektów.
Rozwój naszej firmy rozumiem jako systematyczne poszerzanie zdolności niż gwałtowne zwiększanie skali. Najważniejsze jest wyznaczenie kierunku i konsekwentne dochodzenie do niego. Chcemy stopniowo zwiększać zakres kompetencji, zachowując standard pracy, który przez lata wypracowaliśmy.
Najlepszym potwierdzeniem, że ten model u nas działa, jest fakt, że inwestorzy wracają z kolejnymi projektami. To pokazuje, że zbudowana relacja między nami jest czymś więcej niż jednorazowy kontrakt.

Rozmawiała Joanna Chrustek
