Kamil Sobolewski skomentował pomysł zrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn – o czym poinformował serwis Businessinsider.com.pl.
— Dziś jesteśmy jedyni w Europie — stwierdził.
Zamiast zmuszać Polaków do późniejszego przechodzenia na emeryturę, państwo powinno usuwać bariery zniechęcające do dalszej aktywności zawodowej — ocenił główny ekonomista Pracodawców RP.
Zdaniem Kamila Sobolewskiego, głównego ekonomisty Pracodawców RP, argumenty przemawiające za zmianą wieku emerytalnego są dobrze znane ekspertom. Problemem nie jest jednak brak ekonomicznego uzasadnienia, lecz społeczny opór oraz doświadczenie poprzedniej reformy – czytamy w treści.
— Dla fachowców jest oczywiste, że kiedy ustalano obowiązujący dziś wiek emerytalny, średnia długość życia była zdecydowanie krótsza. Znacznie mniej osób dożywało emerytury, a ci, którzy ją otrzymywali, pobierali świadczenie krócej. Dzisiaj sytuacja jest inna, ale przed podwyższeniem wieku emerytalnego istnieje bardzo silny opór społeczny — mówił Sobolewski.
— Bardzo trudno zmienić wiek emerytalny przez prostą korektę ustawowej granicy. To tym bardziej zastanawiające, że Polska pozostaje krajem z różnym wiekiem emerytalnym kobiet i mężczyzn, a jednocześnie nie przyjęła rozwiązania, które przewidywałoby stopniowe zrównanie tych granic w przyszłości — zauważył Sobolewski.
Próba stopniowego podniesienia i zrównania wieku emerytalnego stała się jednym z najbardziej politycznie kosztownych przedsięwzięć poprzedniej dekady. Reforma zakładała stopniowe wydłużanie aktywności zawodowej kobiet i mężczyzn. Po zmianie władzy została jednak cofnięta, a wiek emerytalny powrócił do poziomu 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn.
— Technokratyczna i teoretycznie słuszna reforma ostatecznie się nie ziściła. Nie zdążyła w trwały sposób poprawić sytuacji gospodarki ani ubezpieczonych, za to przyniosła wysokie koszty polityczne jej autorom. Dzisiejsi politycy dobrze pamiętają tamtą lekcję. Dlatego w ich deklaracjach słychać echo poprzedniej reformy i obawę, że racjonalne argumenty ponownie przegrają z populistycznymi hasłami — ocenił główny ekonomista Pracodawców RP.
Jeżeli zmiana ustawowego wieku emerytalnego miałaby powrócić, zdaniem ekonomisty powinna obejmować przede wszystkim osoby młode, które mają przed sobą większość kariery zawodowej. Pozwoliłoby to rozłożyć reformę na wiele lat i dać przyszłym emerytom czas na przygotowanie się do nowych zasad – wskazano dalej.
Tak skonstruowane zmiany nie dotykałyby osób znajdujących się tuż przed emeryturą. Nie zmieniałyby również warunków w trakcie ostatnich lat kariery, gdy możliwości przebranżowienia, zgromadzenia dodatkowych oszczędności lub dostosowania planów życiowych są znacznie bardziej ograniczone.
— Gdybym miał zmieniać ten system, objąłbym reformą osoby przed 35. rokiem życia. Ich tolerancja na taką zmianę byłaby prawdopodobnie znacznie większa, ponieważ emerytura jest dla nich jeszcze odległa. Informacja, że do uzyskania emerytury minimalnej trzeba będzie przepracować nie 20 lub 25 lat, lecz na przykład 30 lat, albo że uprawnienie emerytalne pojawi się w wieku 65 lat lub później, nie byłaby dla nich tak bolesna jak dla osób kończących karierę — przekonywał Sobolewski.
Zastrzegł jednak, że nawet taka reforma nie wystarczyłaby do rozwiązania problemów systemu. Sama zmiana wieku uprawniającego do pobierania świadczenia nie zapewni, że ludzie faktycznie pozostaną aktywni zawodowo. Jeżeli nie będą mogli znaleźć zatrudnienia, staną się bezrobotnymi lub przejdą do systemu świadczeń społecznych, formalne podniesienie granicy emerytalnej nie przyniesie oczekiwanych efektów.
Dlatego zasadniczym celem polityki państwa powinno być nie tyle administracyjne opóźnienie wypłaty emerytury, ile stworzenie warunków, w których dalsza praca będzie możliwa i opłacalna – zaznaczono.
Jedną z barier wskazywanych przez Sobolewskiego jest konieczność rozwiązania stosunku pracy przed rozpoczęciem pobierania emerytury.
— Żeby rozpocząć pobieranie emerytury, trzeba najpierw przestać pracować. W zawodach, w których powrót do zatrudnienia nie następuje automatycznie, człowiek musi podjąć ryzykowną decyzję: kończę pracę, składam wniosek o emeryturę i liczę na to, że później uda mi się wrócić. W przypadku nauczyciela lub innego stanowiska obsadzanego w wyniku określonej procedury może to być realna bariera — wskazał ekonomista.
Jego zdaniem państwo powinno umożliwić płynne połączenie nabycia prawa do świadczenia z dalszym wykonywaniem pracy, bez wymuszania choćby krótkiej przerwy w zatrudnieniu.
— Gdybyśmy powiedzieli pracownikowi: możesz przejść na emeryturę i nie musisz z tego powodu rozwiązywać umowy, osiągnęlibyśmy podstawowy cel. Nie chodzi przecież o to, żeby nie wypłacać ludziom pieniędzy, do których nabyli prawo. Chodzi o to, żeby osoby nadal zdolne i chętne do pracy nie były wypychane z rynku przez niepotrzebne formalności — podkreślił Sobolewski.
Jednym z najczęściej podnoszonych argumentów przeciwko dłuższej aktywności zawodowej jest sytuacja osób wykonujących ciężką pracę fizyczną. Oczekiwanie, że murarz, dekarz czy pracownik produkcji będzie wykonywał te same zadania po ukończeniu 60. lub 65. roku życia, może być nierealistyczne ze względu na stan zdrowia i spadek sprawności fizycznej – napisano.
Sobolewski zauważył jednak, że debata jest zbyt mocno przywiązana do założenia, iż pracownik powinien do końca kariery wykonywać dokładnie ten sam zawód i te same czynności. Tymczasem doświadczenie zgromadzone przez kilkadziesiąt lat może zostać wykorzystane w innej roli, na przykład przy szkoleniu młodszych pracowników.
— Kiedy pojawia się pytanie, jak murarz ma pracować po 60. roku życia, odpowiedź nie musi brzmieć: nadal ma przez osiem godzin dziennie wykonywać ciężką pracę na budowie. Może zostać nauczycielem zawodu i przekazywać swoją wiedzę kolejnym pracownikom. Tym bardziej że brakuje szkół kształcących nowych murarzy, a wiele osób wykonujących ten zawód nie ma pełnego przygotowania technicznego — mówił ekonomista.
Takie rozwiązanie wymagałoby jednak odbudowy szkolnictwa zawodowego, rozwoju kształcenia praktycznego oraz tworzenia stanowisk, na których doświadczeni pracownicy mogliby pełnić funkcję instruktorów i mentorów. Konieczne byłoby również ułatwienie zmiany charakteru pracy w ramach tej samej branży – wskaano.
Pracownik fizyczny mógłby z czasem przechodzić do kontroli jakości, nadzoru, planowania, szkolenia nowych kadr lub obsługi klienta. Dalsza aktywność zawodowa nie musiałaby wówczas oznaczać utrzymywania przez kolejne lata maksymalnego wysiłku fizycznego.
— Powinniśmy dążyć do tego, żeby każdy pracował na miarę swoich możliwości. Jeżeli z wiekiem nie mamy już siły wykonywać dotychczasowych zadań, system powinien ułatwiać zmianę zawodu, ograniczenie obciążenia albo dzielenie się wiedzą. Nie możemy zakładać, że jedynym wyborem jest pełny etat na dotychczasowym stanowisku albo całkowite odejście z rynku pracy — przekonywał Sobolewski.
Zdaniem ekonomisty w Polsce wciąż zbyt rzadko traktuje się pracę na część etatu jako naturalny etap pomiędzy pełną aktywnością zawodową a całkowitym przejściem na emeryturę. Tymczasem dla części starszych pracowników ograniczenie liczby godzin mogłoby być atrakcyjne zarówno ze względów zdrowotnych, jak i finansowych – wskazano.
Osoba w wieku 65 lub 67 lat może nie chcieć pracować przez pięć dni w tygodniu, ale jednocześnie nie musi być gotowa na całkowite wycofanie się z życia zawodowego. Praca przez kilkanaście godzin tygodniowo pozwalałaby jej uzupełnić dochody, zachować kontakty społeczne i nadal wykorzystywać doświadczenie.
— Człowiek, który zakończył zasadniczą część kariery i ma 67 lat, często nadal pozostaje sprawny, ma potrzeby finansowe i chce czuć się potrzebny. Mógłby więc pracować dwa razy w tygodniu po sześć godzin. Nie może być w tym żadnego przymusu, ale jeśli ktoś ma ochotę na taką aktywność, powinien otrzymać realną możliwość jej podjęcia — mówił Sobolewski.
Państwo mogłoby wspierać taki model poprzez odpowiednie rozwiązania podatkowe i składkowe, elastyczne formy zatrudnienia oraz ograniczenie formalności po stronie pracodawców. Potrzebna byłaby także zmiana podejścia przedsiębiorstw do zatrudniania starszych osób. Dziś możliwość stopniowego ograniczania aktywności zawodowej nadal pozostaje niszą, a nie standardowym elementem zarządzania kadrami.
— Potrzebujemy systemu zachęt, dzięki któremu elastyczna praca seniorów stanie się rozwiązaniem popularnym, a nie całkowitym wyjątkiem. To najprostszy sposób, żebyśmy jako społeczeństwo pracowali dłużej, bez podejmowania politycznie ryzykownych decyzji, które następcy mogą z satysfakcją odwrócić — ocenił główny ekonomista Pracodawców RP.
Zmiany zachodzące na rynku pracy dodatkowo podważają tradycyjny podział na okres pełnej aktywności zawodowej i etap całkowitej bierności po osiągnięciu określonego wieku. Coraz więcej zajęć może być wykonywanych zdalnie, dorywczo, na część etatu lub za pośrednictwem platform internetowych.
Praca coraz częściej przybiera formę pojedynczych zleceń i drobnych usług. Nie zawsze mieści się w klasycznym modelu zatrudnienia zakładającym jednego pracodawcę, stałe miejsce pracy i ośmiogodzinny dzień. Dla starszych osób takie formy aktywności mogą być szczególnie atrakcyjne, ponieważ pozwalają dostosować liczbę obowiązków do zdrowia, sił i sytuacji życiowej.
— Zmienia się charakter pracy. Coraz więcej zajęć nie pasuje do tradycyjnej umowy o pracę i modelu zapisanego w przepisach projektowanych dla innej rzeczywistości gospodarczej. Pojawiają się prace dorywcze, usługi organizowane przez aplikacje i zadania wykonywane w wolnym czasie. Te aktywności również są pożyteczne i pozwalają zarabiać, ale nie zawsze są odpowiednio uwzględniane w systemie — mówił Sobolewski.
W takim modelu sam wiek nabycia uprawnień emerytalnych nie musiałby przesądzać o zakończeniu aktywności. Mógłby być przede wszystkim momentem, w którym ubezpieczony uzyskuje prawo do zgromadzonego świadczenia, a następnie sam decyduje, czy nadal chce pracować i w jakim wymiarze – podano.
Ekonomista zauważył, że zachętą do dłuższej pracy może być sama konstrukcja systemu. Odkładanie decyzji o przejściu na emeryturę oznacza dalsze odprowadzanie składek, dodatkową waloryzację kapitału i skrócenie statystycznego okresu, przez który zgromadzone pieniądze mają finansować świadczenie. W rezultacie emerytura może istotnie wzrosnąć – napisano.
Warunkiem powodzenia takiego modelu jest jednak przekonanie Polaków, że dodatkowe składki rzeczywiście przełożą się na wyższe świadczenie. Jeżeli ubezpieczeni nie będą widzieli związku między długością pracy, wartością wpłat a wysokością emerytury, finansowa motywacja do pozostania na rynku pracy osłabnie.
— Ludzie muszą poczuć, że pieniądze wpłacane na emeryturę, niezależnie od tego, czy trafiają do ZUS, czy do PPK, będą miały swój odpowiednik w przyszłych świadczeniach. Podatki i składka zdrowotna są postrzegane jako pieniądze trafiające do wspólnego systemu. Składka emerytalna powinna być natomiast rozumiana jako kapitał, od którego zależy indywidualna emerytura — przekonywał Sobolewski.
Problem pojawia się wtedy, gdy kolejne wyjątki, przywileje i dodatkowe świadczenia osłabiają zależność między sumą zgromadzonych składek a poziomem zabezpieczenia na starość. Jeśli państwo regularnie tworzy rozwiązania finansowane poza standardowym mechanizmem emerytalnym, obywatele mogą dojść do wniosku, że bardziej opłaca się zabiegać o polityczne przywileje niż zwiększać własne wpłaty.
— Jeżeli wszystkie kolejne rządy wprowadzają rozwiązania zrywające związek między wysokością składek a przyszłą emeryturą, bardzo trudno przekonać ludzi, żeby płacili więcej. Z ich punktu widzenia może być korzystniejsze stworzenie grupy nacisku, która wywalczy szczególne uprawnienia. Wtedy indywidualna zapobiegliwość i długa aktywność zawodowa przestają być jedyną drogą do wyższego świadczenia — ostrzegł ekonomista.
Jako przykład kolejnego świadczenia wprowadzonego poza bezpośrednim związkiem z indywidualnymi składkami Sobolewski wskazuje rentę wdowią. Rozwiązanie pozwala łączyć własną emeryturę lub rentę z częścią świadczenia przysługującego po zmarłym małżonku.
Z punktu widzenia beneficjentów renta wdowia ma ograniczać gwałtowny spadek dochodów gospodarstwa domowego po śmierci jednej z osób. Wydatki wielu jednoosobowych gospodarstw nie zmniejszają się bowiem proporcjonalnie do liczby mieszkańców. Nadal trzeba ponosić koszty utrzymania mieszkania, energii, ogrzewania czy części usług – wskazano w informacji.
Sobolewski patrzy jednak na to rozwiązanie przez pryzmat spójności systemu składkowego. Jego zdaniem każda preferencja, która nie ma pełnego pokrycia w zgromadzonym kapitale, zwiększa znaczenie decyzji politycznych kosztem zasady indywidualnej ekwiwalentności.
— Ostatnią dużą grupą, która otrzymała nowe uprawnienia, byli wdowy i wdowcy. Pojawiła się renta wdowia, która nie ma bezpośredniego pokrycia w indywidualnych składkach osoby otrzymującej dodatkowe pieniądze. Uznano, że takie rozwiązanie jest społecznie potrzebne i atrakcyjne dla wyborców. Problem polega na tym, że kolejny raz rozszerzamy system w sposób niezwiązany bezpośrednio z wartością wpłat — ocenił ekonomista.
Podobne zastrzeżenia formułuje wobec propozycji specjalnych rozwiązań dla grup zawodowych, które ze względu na specyfikę zatrudnienia lub nieregularne dochody mają trudności z wypracowaniem odpowiednio wysokich świadczeń.
— Pojawiają się kolejne zawodowe grupy nacisku, na przykład artyści, którym państwo chciałoby zapewnić świadczenia wyższe, niż wynikałoby to z odprowadzonych składek. Każdy taki pomysł można uzasadniać szczególną sytuacją danej grupy. Tyle że wyłom po wyłomie i wyjątek po wyjątku system emerytalny zaczyna ewoluować nie w stronę pożądaną z punktu widzenia stabilności, ale zgodnie z presją polityczną występującą w danym momencie — mówił Sobolewski.
Z wypowiedzi ekonomisty wyłania się model reformy, która nie zaczyna się od prostego podniesienia ustawowego wieku emerytalnego. Jej podstawą miałoby być zwiększanie faktycznej aktywności zawodowej Polaków poprzez elastyczność, likwidowanie barier prawnych i wzmacnianie związku między składkami a świadczeniem.
Osoby zdolne do dalszej pracy powinny móc płynnie łączyć ją z pobieraniem emerytury. Pracownicy wykonujący ciężkie zawody powinni otrzymywać możliwość przebranżowienia, przejścia do lżejszych zadań albo szkolenia następców. Część seniorów mogłaby pozostać na rynku na niepełny etat, bez konieczności wybierania między pełnym zatrudnieniem a całkowitą biernością – wskazano dalej.
Dopiero w dalszej perspektywie można byłoby rozważać ustawową zmianę wieku emerytalnego, najlepiej zapowiedzianą z wieloletnim wyprzedzeniem i obejmującą młodsze pokolenia. Nawet wtedy konieczne byłoby jednak trwałe porozumienie polityczne. Bez niego każda reforma może zostać odwrócona po najbliższej zmianie władzy – czytamy.
— Zamiast zaczynać od rozwiązań, które wywołują ogromny opór społeczny, powinniśmy stworzyć system, w którym dłuższa praca jest możliwa, opłacalna i dostosowana do możliwości konkretnego człowieka. Nie chodzi o zmuszanie wszystkich do wykonywania tych samych obowiązków przez kolejne lata. Chodzi o to, żeby ci, którzy chcą i mogą pozostać aktywni, nie napotykali niepotrzebnych przeszkód — podsumował Kamil Sobolewski. (jmk)
Foto: Pixabay.com
Źródlo: Businessinsider.com.pl
