ZUS potrzebuje ogromnych środków

ZUS potrzebuje ogromnych środków

"Stabilna sytuacja Funduszu Ubezpieczeń Społecznych". Tak najczęściej tytułowane są komunikaty ZUS omawiające finanse kluczowego dla wypłat emerytur i rent funduszu. Padało nawet słowo "doskonały" w kontekście sytuacji finansowej, mimo że z pobieranych składek fundusz nie jest w stanie opłacać emerytur i rent, a potrzebuje do tego dotacji od państwa. Kwota tych dotacji w miarę starzenia się społeczeństwa rośnie coraz szybciej. W tym roku widać przyspieszenie, a dalej będzie tylko gorzej. Dane skomentował  dla serwisu Businessinsider.com.pl Paweł Borys, były prezes PFR.

Rosnące pensje, rosnące zatrudnienie. Przez lata pozytywne tendencje w gospodarce odwlekały w czasie wybuch problemów systemu emerytalnego w Polsce. Choć emerytury rosły szybciej niż PKB, to rynek pracy wszystko nadrabiał. W rezultacie dopłata z budżetu do emerytur znacząco nie rosła. Nie licząc 13. i 14. emerytury, które wypłacane są bezpośrednio z budżetu, a formalnie nie obciążają Funduszu Ubezpieczeń Społecznych — wyjaśnił serwis.
 
W 2025 r. dotacja z budżetu, czyli z podatków, do FUS wyniosła 64 mld zł i była nawet nieco niższa niż rok wcześniej (65 mld zł). Dotacje z lat 2024-2025 to jednak rekordowe poziomy w historii. W tym roku już wiadomo, że będzie gorzej — zaznaczono.
 
Według danych ZUS za pierwsze półrocze br. "FUS wykorzystał 30,3 mld zł środków dotacji z budżetu państwa, co stanowiło 33,4 proc. kwoty zaplanowanej na cały rok" — napisano w analizie. 

33,4 proc. to niewiele. Ale porównując rok do roku, już w pierwszej połowie roku mamy 32-procentowy wzrost dotacji z budżetu. Wzrosła ona z 22,9 mld zł do 30,3 mld zł, czyli o 7,4 mld zł. To o 2,4 mld zł mniej niż wynosi wartość obniżki podatków na paliwa w ramach programu CPN 3.0 — wskazał serwis.

Na cały rok ZUS zaplanował jednak aż 91 mld zł deficytu, który musi być uzupełniony dotacją. To kwota aż o 27 mld zł wyższa niż rok temu (+42 proc. rdr), którą trzeba będzie prawdopodobnie wyłożyć z i tak napiętego już budżetu, pożyczyć na rynku, a potem płacić od tego odsetki — zaznaczono dalej.

W pierwszej połowie br. składki na ubezpieczenia społeczne wzrosły o aż 7,8 proc. rok do roku do 205 mld zł, a na cały rok ZUS prognozuje, że wzrosną do 403 mld zł, czyli będą o 26 mld zł wyższe niż rok wcześniej — podał niedawno urząd.

A mimo to musi być większa dotacja z budżetu, żeby związać koniec z końcem — podkreślono.
 
Wszystko przez to, że świadczenia emerytalne i rentowe rosły dużo szybciej niż wynagrodzenia. W 2025 r. dynamika tych świadczeń wyniosła 8,9 proc. rdr, a ich kwota wzrosła do 450 mld zł, natomiast w bieżącym roku, od stycznia do sierpnia, dynamika wyniosła 7,9 proc., a kwota wzrosła do 320 mld zł — podano.

Dla porównania PKB w 2025 r. rósł w tempie 3,8 proc., a w tym roku konsensus prognoz mówi o 3,6 proc. Wzrost wynagrodzeń, z których pośrednio finansowane są te wyższe emerytury, wyniósł w 2025 r. 8,1 proc., a w 2026 r. według prognoz wyniesie 6 proc. Jak widać, świadczenia rosną szybciej niż płace — wskazano.

Co więcej, liczba emerytów i rencistów w czerwcu 2026 r. wyniosła 8 mln osób i była o 82,5 tys. większa niż w czerwcu 2025 r. Tymczasem liczba pracujących spadła o 0,3 proc. rdr do czerwca br., czyli o 55 tys. do 17,3 mln. System wyraźnie trzeszczy w posadach, a jesteśmy przecież w fazie wzrostu gospodarczego. Co będzie, jeśli przyjdzie kryzys?
 
— Budżet zawsze dopłaci do ZUS-u, więc emerytury będą wypłacane. Pytanie brzmi, ile będą warte — zastanawiał się Paweł Borys, były szef PFR, obecnie managing partner w MCI Capital, członek rady gospodarczej przy prezydencie i współautor wraz z Bartoszem Marczukiem wydanej we wrześniu książki "Jak uniknąć emerytalnej katastrofy".

— Wzrost dotacji o 32 proc. to efekt tego, że w pierwszym półroczu wydatki FUS wzrosły o 9,1 proc., a składki o 7,8 proc. Wzrost płac pomaga, ale podnosi przyszłe zobowiązania. Natomiast dużym wyzwaniem jest spadek zatrudnienia w gospodarce, który będzie przyspieszał w związku ze starzeniem się społeczeństwa — oznajmił ekspert.

— Prawdziwa katastrofa rozegra się jednak w portfelach emerytów, nie w budżecie. Jak pokazujemy w książce "Jak uniknąć emerytalnej katastrofy", mężczyzna wchodzący dziś na rynek pracy dostanie z systemu ok. 29 proc. ostatniej pensji, a kobieta 22–23 proc. Granica ubóstwa leży przy 27-30 proc. a poziom zapewniający odpowiedni poziom życia to 50-70 proc. — wskazał Paweł Borys.
 
Według niego to powód, dla którego tak ważne są dodatkowe oszczędności emerytalne w PPK lub IKZE.

— Przed wyborami w 2027 r. nic się już nie zmieni, poza np. waloryzacją na ustawowym minimum. Właściwym kierunkiem jest łagodne zrównanie wieku emerytalnego kobiet z mężczyznami, np. o 3 miesiące rocznie od 2030 r., z premią za każdy miesiąc dłuższej pracy. To właśnie kobiety są dzisiaj najbardziej zagrożone ubóstwem emerytalnym — podkreślił.

Sytuację pogarsza demografia. Rocznie w wiek emerytalny wchodzi ponad 400 tys. osób. Apogeum było w 2023 r., gdy było to 468 tys. Ta liczba ma do 2029 r. maleć do 408 tys., ale potem będzie przyśpieszenie aż do 2042 r. — wynika z prognoz demograficznych GUS. A jak wygląda rynek pracowników, którzy te emerytury finansują swoimi składkami i podatkami?

Przy założeniu, że na rynek pracy pełnoetatowej wchodzi się w wieku 24 lat, na co wskazują statystyki, zgodnie z tą samą prognozą GUS można liczyć na napływ na rynek pracy łącznie 350 tys. nowych osób rocznie. W przyszłym roku ma być niż i liczba ta zejdzie według prognoz do 341 tys. Potem będzie wzrost ze szczytem w 2041 r., po czym liczba będzie spadać poniżej 310 tys. w 2056 r. To jednak odległa perspektywa, którą pogorszą obecne, złe statystyki urodzeń.  

Tak czy inaczej, systematycznie ubywać będzie pracujących, a przybywać tych, którzy potrzebują świadczenia emerytalnego. Tylko w jednym roku — 2032 r. — prognoza przewiduje większą liczbę wchodzących na rynek pracy 24-latków niż liczbę z niego schodzących. Wszystko to oczywiście przy założeniu, że utrzyma się wiek emerytalny 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn — zaznaczono.

Jak widać, emerytury rosną dużo szybciej niż wynagrodzenia pracowników, czyli źródło, z którego się biorą. Co więcej, rośnie też liczba emerytów, podczas gdy liczba pracujących spada, a i perspektywy na wzrost są mizerne, zważywszy na słabnącą demografię. W odpowiedziach na tak złe perspektywy często padają hasła "imigracja" oraz "produktywność/cyfryzacja" — wskazano w informacji.

Społeczeństwa zachodnie poznały na własnej skórze, jak ryzykowne jest otwieranie się na nieograniczoną imigrację, jakie są różnice kulturowe i jak trudno o migrantów, którzy byliby chętni do pracy, a nie tylko do pobierania zasiłków. Polsce to się udaje w związku z napływem pracowitych uchodźców z Ukrainy, ale wojna się kiedyś skończy i znaczna część z nich za kilka lat wyjedzie — napisano.
 
Jest oczywiście nadzieja na zwiększenie produktywności, a co za tym idzie — wynagrodzeń w przyszłości. Szanse na to daje rozwój sztucznej inteligencji. Na razie jednak trudno powiedzieć, jak szybko ten rozwój przełoży się właśnie na wynagrodzenia lub obniżenie cen. Na razie trwają wielkie inwestycje w infrastrukturę AI i one muszą się spłacić, więc pracownicy firm AI niekoniecznie muszą skorzystać w postaci większych płac. Pracownicy innych branż mogą nawet tracić pracę ze względu na AI. Można jednak liczyć na niższe ceny, a więc deflację, co zwiększy siłę nabywczą obecnych emerytur i wynagrodzeń — czytamy dalej .

Przeciętne świadczenie emerytalno-rentowe wypłacone przez ZUS w sierpniu br. wyniosło 4399 zł brutto, czyli było wyższe o 6,6 proc. rdr. Średnio od stycznia do sierpnia urosło o 7,2 proc. Rosło więc dużo szybciej niż wynagrodzenia, które w sektorze przedsiębiorstw poszły w górę o 5,6 proc. w sierpniu, a w całej gospodarce o 5,5 proc. rdr w drugim kwartale (badania BAEL). Kryzysowy stan budżetu państwa sprawia, że taka sytuacja dłużej nie będzie mogła się utrzymać — zaznaczył serwis.

Wysoce prawdopodobne są zmiany w systemie, bo na zmianę samego systemu się nie zanosi. Może to oznaczać spadek świadczeń, ale też podwyższanie wieku emerytalnego — wskazano.

W przestrzeni publicznej krążył w tym roku pomysł zrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn na poziomie 65 lat. To może na jakiś czas zmniejszyć napływ nowych emerytów, ale oczywiście problem tylko przesuwa się w czasie. Kiedyś te osoby i tak przejdą na emeryturę, tyle że będą ją pobierać krócej — podano.

Podobnie jest w przypadku imigracji. Imigranci obecnie płacą składki, ale kiedyś otrzymają emerytury. Pytanie, kto na nie wtedy zapracuje, jeśli demografia się nie poprawi. Programy typu 500/800 plus okazały się "demograficznie nieskuteczne". Ośmieliły tylko rodziców jedynaków do powoływania na świat drugiego dziecka, a rodziców dwójki — do trzeciego i efekt był krótkotrwały.  

Wśród młodych widoczna jest poważna zmiana kulturowa i odkładanie na odległą przyszłość kwestii posiadania dzieci. Jeśli tu się nic nie zmieni, wtedy jedyną nadzieję daje wzrost produktywności i związana z nim dynamika płac w przyszłości. Na razie AI to jednak wielkie koszty infrastruktury, a to, czy przełoży się na większe pensje i nie zmniejszy zatrudnienia, wciąż pozostaje niepewne. To ciągle jest sfera niepewności. Pewne jest natomiast to, że system emerytalny już chwieje się w posadach — stwierdzono w podsumowaniu.     (jmk)

Foto: Pixabay.com
Źródło: Businessinsider.com.pl

Portal internetowy ForumBiznesu.pl

Portal internetowy ForumBiznesu.pl

Portal internetowy ForumBiznesu.pl

Portal internetowy ForumBiznesu.pl

Publish the Menu module to "offcanvas" position. Here you can publish other modules as well.
Learn More.