Triumf niewierzących

Triumf niewierzących

Nie jest to codzienna sytuacja. W jednym czasie rentowność obligacji skarbowych spada, a metali szlachetnych zyskuje. W piątek obligacje odbijały, ale metale szlachetne nadal drożały. Triumfują zwolennicy aktywów materialnych nad pieniądzem fiducjarnym.

Inflacja w USA przekroczyła oczekiwania ekonomistów o 0,1 pkt proc. i to właściwie wystarczyło, żeby rozwiać nadzieje na obniżkę stop procentowych w czerwcu, a tym samym postawić pod znakiem zapytania kontynuację rajdu obligacji skarbowych. Rajdu, którego korekta trwa właściwie już czwarty miesiąc, a reakcja na dane o inflacji była na tyle silna, że przywróciła pytania o możliwość spadku rentowności wobec rekordowego zadłużenia USA (i nie tylko) i planów emisji rekordowej ilości długu w obliczu coraz większych obaw o wybuch nowych konfliktów wymagających wzmocnienia wydatków na zbrojenia.

Wzrost rentowności do poziomu najwyższego od pięciu miesięcy (to samo można powiedzieć o polskich obligacjach dziesięcioletnich) odbił się na wyraźnej zmianie sentymentu na rynkach akcji, gdzie nastroje siadły zresztą już przed końcem I kwartału. Jednak, co ciekawe i symptomatyczne, tym razem wzrost rentowności (utrzymujący się od początku roku) nie przyczynia się do osłabienia notowań metali szlachetnych. Wręcz przeciwnie. Złoto wyrwało się z czteroletniej (!) konsolidacji i od połowy lutego podrożało o 20 proc. Wydłużając perspektywę można mówić nawet o wybiciu z konsolidacji trwającej od 2011 r. Nie są to jednorazowe zrywy, sesje zakończone wzrostem ceny występowały w dwóch ostatnich miesiącach trzykrotnie częściej niż dni zakończone spadkiem (liczonym od ceny otwarcia). Srebro, platyna i pallad dołączają do wzrostu z opóźnieniem, ale w ich przypadku o rekordach nie ma mowy, pallad wart jest jedną trzecią ceny płaconej dwa lata temu. Chodzi jednak o nakreślenie pewnej perspektywy - w 2022 r. notowania złota spadały wraz ze wzrostem rentowności obligacji USA, teraz zaś mimo wzrostu rentowności, złoto niemal każdego dnia ustanawia nowy szczyt notowań.

Wytłumaczeniem sytuacji z pewnością nie jest odczyt inflacji, która przekroczyła o 0,1 pkt proc. oczekiwania. Bardziej racjonalnym byłoby stwierdzenie, że rynek ucieka w metale w obawie przed wojną, temperatura sąsiedzkich sporów na Bliskim Wschodzie osiągnęła temperaturę znacznie wyższą niż zazwyczaj w tym rejonie. Być może chodzi po prostu o wieloletnie zapóźnienie notowań metali czy w ogóle surowców, względem rynków akcji i w obliczu inflacji, która przetoczyła się przez świat, a dziwnym trafem nie objęła właśnie rynku surowców. Możliwe również, że rynek metali dyskontuje spadek inflacji, którego rynek obligacji jeszcze nie widzi.

Jakie są reperkusje dla krajowych inwestorów? Rentowność naszych dziesięciolatek nie przedarła się przez 5,7 proc., ale i tak znalazła się najwyżej od listopada i prawie tak wysoko jak przed rokiem (w maju 2023 r. było to właśnie 5,7 proc.). To oznacza, że fundusze dłużne nie będą już korzystały z efektu bazy, tj. wyraźnego wzrostu cen obligacji względem ostatniego roku. Na dwucyfrowe wyniki szanse mają już tylko fundusze koncentrujące portfele na obligacjach korporacyjnych i to raczej high yield. Fundusze obligacji skarbowych już wykazują straty w ujęciu trzymiesięcznym.

Jest to sytuacja wybitnie sprzyjająca obligacjom korporacyjnym o oprocentowaniu opartym o WIBOR. Nie ma szans na obniżki stóp w najbliższym czasie, choć nominalna inflacja spadła poniżej 2 proc. Jednak WIBOR wciąż trzyma się tuż poniżej 6 proc., nie tak znowu wiele potrzeba, żeby emitenci naliczali ponad 10 proc. odsetek. W dodatku papiery te nie są podatne na zmianę sentymentu na globalnych rynkach, a kolejne odczyty inflacji oddają perspektywę obniżek stóp.

Emil Szweda, Obligacje.pl

 

Foto: Bankier.pl // whiteMocca / / Shutterstock

Publish the Menu module to "offcanvas" position. Here you can publish other modules as well.
Learn More.